Obserwuj na:
Codzienność

1,2,3… próba mikrofonu

Mogłabym udawać, że to było wczoraj. To nawet nie byłoby udawanie, bo naprawdę nie wiem, gdzie podziały się moje ostatnie dwa miesiące. Poza tym, że w pracy. I na oglądaniu seriali, których jakoś nie miałam potem czasu opisać. W kolejnych zakątkach Polski i zakamarkach Wrocławia. Na własnym balkonie, który w tym roku został posprzątany przez R. I to on posadził kwiaty i zioła, a ja w tym czasie bawiłam się na wieczorze panieńskim pośrodku niczego, czyli w Bieszczadach.

Pewnie nie uwierzycie, ale praktycznie każdego dnia myślałam o tym „ale dziś to już coś napiszę”. Coś ponad jakieś 3 tryliony tekstów blogowych, treści kulinarnych, przepisów, materiałów prasowych i wiadomości na facebookowym messengerze. Jutro nadchodziło, a ja trochę mniej czułam się na siłach, żeby pisać. Trochę dlatego, że nie miałam czasu i każda chwila niepracująca była dobrym momentem na sen albo spędzanie chwil z bliskimi. A trochę dlatego, że zaczęłam sobie wmawiać, że tego nikt nie czyta. Że to, co napiszę, kompletnie nikogo nie obchodzi. I najpierw było mi smutno. Miałam ochotę tupnąć nogą i rozpłakać się na środku tego wszystkiego (choć pewnie płacz na środku wirtualnego miejsca to dość karkołomne zadanie). Potem zaczęłam sobie zarzucać, że zawsze gdzieś ten blog jest pewnym ostatnim elementem w hierarchii priorytetów i nigdy nie poświęcam na niego tyle czasu, ile powinnam. Tak właśnie minęły sobie 2 miesiące. A ja przed chwilą doszłam do genialnego wniosku – był taki czas, kiedy pisałam i po prostu miałam z tego ogromną przyjemność. Pisałam na tematy poważne i te zupełnie błahe. I miałam swoje miejsce. Nie chcę sobie obiecywać, że teraz „cała naprzód” po order wzorowego blogera. Artykuły 5 razy w tygodniu, działania marketingowe, zapiszę Was na newsletter, opublikuję produkt blogowy i otworzę sklep internetowy z własnoręcznie przygotowanymi rzeczami. Jestem pełna podziwu dla profesjonalizacji blogosfery i kibicuję całej rzeczy wirtualnych znajomych i przyjaciół. Mnie jednak blog, pośrednio, dał pierwszego kopa do rozwoju biznesu, nauki fotografii, pierwszych klientów, i tak dalej. A teraz, kiedy wszystko to sobie działa, niech będzie miejscem, które znowu sprawia mi radość.

Ale tak sobie myślę, że pora znaleźć z powrotem tę radość. Nie tylko machając klapkami na instagramowym stories i wznosząc toasty na Facebooku. Obiecuję, że jeszcze się tu wspólnie pośmiejemy, obejrzymy świetne seriale (i doskonałe guilty pleasures), odkryjemy kawałek mojego Wrocławia, powkurzamy się na różne poważniejsze tematy i po prostu będziemy razem dobrze spędzać czas. To co Wy na to?

Share on
Previous Post Next Post

Masz ochotę przeczytać więcej?

  • Agat

    ja Ciebie czytam :*

  • No proszę Cię! Na moją uwagę zawsze możesz liczyć, w końcu mamy tyyyle wspólnego 💙 A do tego pamietam o puddingu 😊

  • Olga to w takim razie czekam 🙂
    PS Klapki wymiatają!

  • Ja tez Ciebie czytam. Pozdrawiam 🙂

  • Aga Nap

    Ja jestem za!

  • Pisz, pisz, koniecznie! Ja właśnie przyszłam po inspirację na jakiś nowy serial Netflixowy, byłaś moim pierwszym skojarzeniem z tematem 🙂

  • Pod środkowym akapitem podpisuję się obiema rączkami! 🙂 I powiem Ci, że gdy nie raz robię sobie wyrzut pt „znów dwa tygodnie nie napisałaś nic na blogu” dochodzę do wniosku.. że nic na siłę 🙂 Są rzeczy ważne i ważniejsze, czasem blog schodzi na drugi (albo i dziesiąty) plan, ale przecież to ma być przyjemność a nie niemiły obowiązek, że dokładnie co dwa muszę dodać notkę. A do Ciebie zawsze 🙂