Obserwuj na:
Babskie sprawy

Jak przygotować się do wyjścia na imprezę – przewodnik praktyczny

Jeśli myślicie, że wybór między Riverdale Big little lies w sobotnie przedpołudnie to karkołomne zadanie, to okazuje się, że istnieje coś, co skalą trudności plasuje się gdzieś między treningiem komandosów a powstrzymywaniem się przed zjedzeniem kolejnej kanapki z chleba żytniego z pesto – no niewykonalne. Prawie. Oto jednak przychodzę ja i rozwiewam wszystkie wątpliwości. Jak przygotować się na imprezę, poradnik praktyczny. Same konkrety, zero ściemy (trudno o ściemę, jak się tekst pisze po wyjściu spod prysznica, z turbanem na głowie i porzucając myśl o pomalowaniu paznokci, bo na to i tak nie wystarczy czasu).

Dostań zaproszenie na pewien czas przed imprezą

Uciesz się, bo do daty imprezy jest jeszcze sporo czasu. Takie z Ciebie imprezowe, choć introwertyczne, zwierzę.

Zbliżaj się nieubłaganie do daty imprezy

I zacznij cieszyć się trochę mniej. W końcu imprezowanie to nie jest już Twoja najmocniejsza cecha. Tam trzeba będzie przebywać wśród ludzi i rozmawiać. Myśl już o tym, jak bardzo możesz być chora w sobotni wieczór. Oho, już Cię coś drapie w gardle, to na pewno początek poważnej infekcji. Zachoruj na dwa tygodnie przed imprezą. Wyzdrowiej na kilka dni przed. #Prawie

3 dni przed imprezą

Obiecujesz sobie, że tym razem zdążysz. Zakręcić lok, pomalować paznokcie i znaleźć jakieś inny zestaw ciuchów niż mała czarna albo rurki i koszula. To nie wszystko – tym razem zaczniesz przygotowania odpowiednio wcześniej, nie będziesz w dzikim pędzie malować rzęs w windzie a ust w taksówce.

2 dni przed imprezą

Nadal nie łapie Cię krztusiec ani dżuma, które mogłyby Cię uratować przed wyjściem z domu.

Dzień przed imprezą

Czy to kwalifikuje się jako strój imprezowy?

Zaraz po obudzeniu w sobotę

8:14? Doskonale. Masz cały dzień. Szybko ogarniesz kilka rzeczy i zaczniesz się szykować. Tym razem na spokojnie, w końcu będziesz mieć na to pół dnia.

9:30

Wychodzisz z psem. Okazuje się, że nie ma kawy. Mamroczesz coś mało inteligentnego pod nosem (to eufemizm; po prostu kilka razy powtarzasz soczyste kurwa). Jedziesz na zakupy. Kupujesz kawę, odzyskujesz intelekt. Robisz zapasy na cały tydzień na targu. Potem jeszcze zakupy w markecie. I wizyta w pralni. Nie jest źle, dopiero 12. prawie cały dzień przed Tobą.

Powrót do domu

Gotujesz zupę, przerabiasz na pesto ten super czosnek niedźwiedzi, który w końcu pojawił się na targu. Masz milion pomysłów na wykorzystanie młodej kapusty. Ach, w końcu, po całym tygodniu, masz czas na gotowanie. Czas? No dobra, coraz mniej czasu, ale kto powiedział, że nie można kroić ziemniaków z maseczką na twarzy?

14:00

Jeszcze cztery godziny. Po co ja się chciałam cały dzień szykować? Przecież umiem to zrobić dużo szybciej. A tu jeszcze czeka nowy odcinek Riverdale. Włączasz serial, wymyślasz sprzątanie kuchni, zaczynasz powoli opróżniać półki. Entuzjazm do sprzątania kończy się po wyjęciu wszystkiego na blaty. Jakim cudem jest 15:30? Musisz umyć włosy.

15:48

Siedzisz w ręczniku (i drugim na głowie) na kanapie i piszesz tekst na bloga. O przygotowaniach do imprezy. Niestety lepszej chwili nie będziesz, bo masz dokładnie w tym momencie przypływ weny. A kto by się przejmował malowaniem paznokci? Tym bardziej, że wciąż musisz posprzątać w kuchni i tak lakier by się zadrapał…

16:30

Wracasz do sprzątania kuchni. Stawiasz na naturalność – na pewno włosy same wyschną i się ułożą. To prawda. Układają się. Jak mop do mycia podłóg skrzyżowany z maltańczykiem. I tak nie masz czasu tym się teraz zająć, musisz dokończyć robotę. Przynajmniej ciuchy masz wybrane. Prawie, bo właśnie przypominasz sobie, że w pralce wesoło wirują spodnie, które wybrałaś na wieczór.

17:45

Masz 45 minut do wyjścia. Nadal jesteś w dresie, Twoje włosy urządzają imprezę we własnym zakresie, a Ty zastanawiasz się, czy ktoś uwierzy, że jesteś jedną z zarażonych odrą i nie możesz wychodzić z domu. Świat na zewnątrz jest zły, w domu jest pies, Netflix, koc i dużo jedzenia. No dobra, to jak się robiło ten makijaż?

18:15

Jednocześnie biegasz po mieszkaniu, szukając brakujących elementów stroju, prostujesz włosy i udajesz, że umiesz zrobić ciut więcej niż nałożyć podkład na twarz. Spędzasz 10 minut na wyborze odpowiedniej playlisty, bo nie możesz malować oczu bez akompaniamentu muzycznego. Przypominasz sobie o dowolnej, niecierpiącej zwłoki, czynności, którą musisz wykonać. Trudno, kto powiedział, że musisz mieć pomalowane rzęsy, wyprasowaną bluzkę i ogarnięte włosy. Na miejscu będzie ciemno.

18:30

Wpadasz do taksówki, kompletujesz makijaż, starasz się nie stracić oka, malując rzęsy podczas hamowania. Jeszcze tylko kilka godzin wśród ludzi i wrócisz pod kocyk.

22:00

Ze zdumieniem odkrywasz, że super się bawisz, ludzie nie gryzą, a Ty nie chcesz wracać do domu. No dobra, może to całe imprezowanie nie jest takie straszne.

Następnego dnia

Albo i jest. Zwłaszcza, kiedy zapomnisz, że z mieszania alkoholi jeszcze nigdy nie wyszło nic dobrego…

 

 

Zdjęcie główne do wpisu pochodzi z darmowego banku Natalii z Jestrudo.

Share on
Previous Post Next Post

Masz ochotę przeczytać więcej?

  • Oj jak ja lubię ten wpis, jaki on jest prawdziwy! 🙂 Dopisałabym tylko jeszcze #syndromdziurawychrajstop No bo wiadomo, że jak już się zorientujesz, że spodnie, które idealnie pasują do jedynego imprezowego topu, który posiadasz, właśnie wirują w pralce i podejmujesz tą brawurową decyzję o włożeniu sukienki, to, nagle(!), okazuje się, że faktycznie, posiadasz 32 pary rajstop, ale aktualnie każda z nich ma przynajmniej jedno oczko. Swoją droga czy ktoś z amerykańskich naukowców nie mógłby w końcu zabrać się za przeprowadzenie rzetelnych badań na temat tego, dlaczego kobiety, rzeczone dziurawe rajstopy, wkładają z powrotem do szuflady zamiast do śmietnika? Ja tam nie wiem, ale wydaje mi się, że musi istnieć jakiś związek przyczynowo – skutkowy.

    Pozdrawiam;)
    K.