Obserwuj na:
Codzienność

Bardzo losowe myśli o podróżowaniu

Nigdy, ale to nigdy, w samolocie nie ma odpowiedniej temperatury. Albo jest tak gorąco, że wizualizuję sobie reakcję pasażerów na widok mnie w bieliźnie albo staram się nałożyć na siebie wszystkie możliwe warstwy i nie dać szansy klimatyzacji na odmrożenie szyi.

Choć z wiekiem jestem coraz dalsza od wybierania namiotu na miejsce noclegowe (ale ja ostatnio pod namiotem byłam w 1994), to jednak wciąż standard miejsca noclegowego jest gdzieś na 17. miejscu w hierarchii ważności. Toaleta, łóżko z czystą pościelą i dobra lokalizacja albo dobra komunikacja z ważnymi punktami. To naprawdę wystarcza.

Jest jedna zasada wszystkich wyjazdów, której trzymamy się z R. „Nic nie musimy”. Nie musimy obejrzeć wszystkich atrakcji turystycznych. Nie musimy koniecznie zobaczyć tej superpopularnej rzeczy, którą wszyscy nam polecili przed wyjazdem. Nie musimy wstawać z tej ławki przez kolejne 4 godziny, skoro mamy ochotę czytać książki i kumulować witaminę D. Nie musimy nawet wstawać z łóżka. Za to możemy np. specjalnie pojechać do maleńkiej miejscowości autobusem tylko po to, żeby spędzić pół dnia w muzeum kosmosu. Bo tak. I możemy zamówić 5 dań w restauracji, bo mamy kryzys decyzyjny. A potem toczyć się powoli do hotelu, bo po takiej ilości jedzenie się nie chodzi. Polecam, odpoczywa się milion razy bardziej, kiedy się nie musi.

Książki w podróży czyta się szybciej. Choć to pewnie kwestia odcięcia od bodźców i często ograniczonego internetu. Potrafię przeczytać 16 książek w 14 dni, a po powrocie czytać kolejną przez miesiąc…

Spakowanie bagażu podręcznego po kilku wyjazdach skraca się do 10 minut. Większość miejsc, które odwiedzamy, ma średnie temperatury albo przez większość czasu jest tam ciepło. Teraz nie mam już problemu, żeby oszacować, ile t-shirtów, ile bluz i innych rzeczy muszę wziąć, bo na każdy wyjazd zabieram bardzo podobny zestaw ubrań. Nie da się ukryć, że obecnie moja szafa to w większości czerń, szarości, granat i odrobina bieli i zieleni. W końcu 90% ubrań pasuje do siebie w dowolnych konfiguracjach. Inna sprawa, że moja pamięć jest dobra, ale krótka, więc na Kretę polecieliśmy bez piżam.

Zwiedzanie zabytków może być ok (jeśli to lubicie), ale włażenie w najmniejsze uliczki to najwięcej zabawy. Zwłaszcza, jeśli nagle wchodzicie w czyjeś powieszone pranie, obserwujecie z ukrycia dwóch graczy w szachy w wieku ok. 80 lat albo podglądacie panie zacięcie kłócące się z dwóch przeciwległych balkonów. To nic, że nie rozumiecie ani słowa po grecku.

Jeśli macie możliwość wyjazdu poza sezonem – zróbcie to. W krajach basenu Morza Śródziemnego i tak jest dość ciepło w kwietniu, maju czy październiku. Jeśli nie chcecie kąpać się w morzu, ale chcecie pogrzać się w słońcu, napić dobrej kawy nad brzegiem morza, pogubić w małych uliczkach i zjeść coś z lokalnej kuchni – to wszystko znajdziecie poza sezonem. A w bonusie dostaniecie ciszę, spokój, niewielką liczbę turystów i niższe ceny.

Nie trzeba za każdym razem wyjeżdżać na tydzień lub dwa. Tych kilka dni ze świadomością, że udało Wam się „urwać” odrobinę wolnego, też ładuje akumulatory. Spróbujcie, bo warto!

A ja się oddalam w poszukiwaniu obiadu, jakieś całe dwie godziny nic już nie jadłam!

Share on
Previous Post Next Post

Masz ochotę przeczytać więcej?