Obserwuj na:
Codzienność, Na każdy temat

To jakie masz nazwisko, czyli co tak naprawdę zmienia się po ślubie?

Dysponuję już bardzo pokaźnym stażem małżeńskim, prawie półrocznym, więc to nie byle co. Postanowiłam nie zabawiać wyłącznie samej siebie wewnętrznym monologiem z cenną wiedzą na temat tego, co się zmienia po wstąpieniu w związek małżeński. Dlatego też, idąc tropem myśli coachów, mam dziś wiedzę wartą siedemnaście milionów całkowicie za darmo.

co sie zmienia po slubie

Jak ma Pani na nazwisko?

Przed ślubem wydawało mi się, że w życiu jest kilka naprawdę trudnych pytań, na które znalezienie odpowiedzi zajmuje mi całą wieczność. Między innymi: czym jest teoria względności, jakim cudem miałaś piątkę z fizyki i gdzie się podziała kupiona wczoraj paczka chipsów. Zostały jednak zdeklasowane z prędkością Sansy biegnącej w kierunku osoby jedzącej jabłko przez jedno, fundamentalne pytanie. PANI NAZWISKO? I bądź tu człowieku mądry. Czy się chciało pokazać, że się jest związanym z nowym nazwiskiem i podało w zamówieniu nazwisko poślubne, czy jednak przyzwyczajenia górą i panieńskie. W Internecie częściej panieńskie, blog jest z panieńskim, do dokumentów nowe (przeważnie, bo przecież kto by tak szybciutko, już pół roku po ślubie, wszystkie dokumenty wymieniał). Czasem jedno nazwisko, czasem drugie, czasem obydwa, bo jedno po imieniu, a drugie w nawiasie, że tak z domu brzmi. Możliwe, że poczułabym się samotna w tym szaleństwie, ale spytajcie mojego męża, jak mam na nazwisko… He, he, he.

I że będziesz nosić obrączkę aż do śmierci

Obrączka kojarzyła mi się w dzieciństwie z pewnym rodzajem wyznania i gwarancji. Tak jakby niezałożenie jej któregoś dnia zmniejszało trwałość związku. A potem dostałam pierścionek zaręczynowy. I tak jak go uwielbiam, tak nie wyobrażam sobie spania w biżuterii. Ani wykonywania prac domowych. Zagniataliście kiedyś drożdżowe, mając na palcu obrączkę? No właśnie. Obecnie obrączkę noszę, kiedy mi się o tym przypomni (a pamięć mam dobrą, ale krótką).

Nie chodzi się na randki

I całe szczęście! Przed ślubem też na niewielu byłam. Pamiętacie to uczucie z liceum, kiedy po „2 piwkach” wracaliście o 3 w nocy do domu z nadzieją, że rodzice śpią, a deski nie będą skrzypieć podczas stawiania na nich kroków? No właśnie, stres związany z randką kojarzy mi się podobnie. Jak mawiał Chandler Bing, randki kojarzą mi się tylko ze strachem i spoconymi dłońmi. Czy zauważył, że trzęsą mi się ręce, czy będziemy mieć tematy do rozmów, czy nie okaże się za chwilę, że ma kretyńskie poglądy? Jestem introwertykiem – bardzo dobrze czuję się wśród osób bliskich, ale poznawanie nowych ludzi to tortura. I to z gatunku tych okrutniejszych, jak rozciąganie kołem czy schowanie przede mną wszystkich paczek paluszków.

Brzmisz jak dorosły człowiek

Zwłaszcza, jeśli jesteś takim kucykiem Pony jak ja i wiecznie się zastanawiasz, jakim cudem pozostali dorośli uważają cię za dojrzałego osobnika. A tak możesz mimochodem wspomnieć „mój mąż uważa…” lub „byliśmy ostatnio z mężem…”. Wprawdzie to drugie zdanie zwykle kończy się się słowami w ulubionej pizzerii, a nie na przykład w operze lub na degustacji win, co byłoby jeszcze bardziej dorosłe (podobno), no ale nie można mieć wszystkiego.

Jedne pytania zamieniają się w inne

Prawdopodobnie, jeśli masz stałego partnera od pewnego czasu, to co najmniej jedna wścibska ciotka albo koleżanka podpytywała już scenicznym szeptem, „a kiedy ślub”? Po ślubie myślisz sobie, że skoro argument się przeterminował, to nastąpi błoga cisza. Nic bardziej mylnego – istnieje taki gatunek człowieka, który czuje się w obowiązku sprawdzać, czy Twój związek mieści się w przyjętych normach. I tak jak w przypadku pytań o małżeństwo mogą one być postrzegane jako niekulturalne, tak pytanie o to, kiedy będziecie mieć dzieci, może jeszcze być bolesne. Pod tym pytaniem kryje się tak wiele możliwych odpowiedzi, że mogę mieć dla pytających tylko jedną radę – nie bądźcie chamami.

 

No dobrze, to co się tak naprawdę zmienia? Według mnie – nic. To, czy Twój związek jest fajny, nie zależy od ślubu. Ani nie obudzisz się dzień po weselu na różowej chmurce małżeństwa, na której sypie się brokat, a Wy dwoje nigdy się nie pokłócicie (co swoją drogą jest głupotą stulecia, nie ma par, które się nie kłócą, a kłótnie są potrzebne do umacniania relacji, nie są żadną przeszkodą na drodze do szczęścia), ani czar nagle nie pryśnie. A to, jak udane będzie Twoje małżeństwo, nie zależy od dobrych rad, poradników z kobiecych magazynów i żarcików, że po ślubie jedynym bukietem, na jaki możesz liczyć, jest bukiet koperku, ale zupełnie zwyczajnie – od Ciebie i Twojego męża.

Zdj. Jacek Patecki

Share on
Previous Post Next Post

Masz ochotę przeczytać więcej?

  • Piękny tekst! Z tą obrączką też tak zawsze miałam, że była dla mnie nierozerwalnym symbolem – i ja w mojej śpię, bo jakoś tak się wpasowała 🙂 Ale pierścionka zaręczynowego często zapominam 😉

    • Dzięki! 🙂 Ja nie jestem w stanie się wyspać, jeśli mam jakąś biżuterię, takie zboczenie, tym bardziej, że prawą rękę zwykle trzymam pod głową 😉

      • A widzisz – mi na prawej wszystko przeszkadza, dlatego oboje nosimy obrączki na lewej dłoni (hipstersko, wiem). No i moja obrączka jest najcieńsza, jaką się da, bo 2,5mm. Totalnie nie przeszkadza 😀

        • Ja nie założę nic na lewą (bo jestem leworęczna), ale na prawej też potrafi przeszkadzać, bo np. mysz komputerową obsługuję tą ręką.

      • A! I ciasta wszelakie zwykle zagniata on, bo ja nie lubię tego dotyku i brudnych rąk 😉

        • Ja to muszę sama pomacać konsystencję ciasta 😛 No i zagniatanie mnie uspokaja!

  • Nie wiem, co ze mną jest nie tak, ale kiedy czytałam fragment o obrączce, mignęło mi coś o zgniataniu dżdżownic, a nie o zagniataniu drożdżowego 😀 Aż się musiałam wrócić i rzucić okiem raz jeszcze.
    Co do pytań o dzieci, to pokornie proszę o wybaczenie za uwagę o rodzeństwie dla Sansy. Faktycznie, nie z każdego tematu warto sobie dworować 😉

    • Chodziło mi o takie ciotki dobra rada, które koniecznie muszą wszystko wiedzieć i mają tylko jedną, właściwą wizję małżeństwa, macierzyństwa, itd. Nie masz zadatków na takową 😉

  • Pod pierwszym podpunktem podpisuję się obiemama rączkami! Bo NIGDY nie wiem, jakie nazwisko podałam na przykład u dwa dni temu u doktora, w aptece czy na przykład na adresie wysyłkowym. Bo w Internetach i z przyzwyczajenia najczęściej wciąż moje panieńskie (bo lubię i już), tutaj przy codziennych sprawach czasem tylko mężowe (bo mniej literowania i wyjaśniania sensu dziwnych polskich liter), a w oficjalnych papierach oba (coby sobie życie nieco utrudnić). Żeby było śmieszniej – czasem i pytanie o imię bywa w moim przypadku trudne, bo zdarza mi się skracać moje piękne acz dla Jankesów trudne o wypowiedzenia imię do skrótowego Kash (jak nazywa mnie mąż).

    Tak więc bywa, że przy odbiorze recepty zapytana o imię i nazwisko literuję K-A-T-A-R-Z-Y-N-A D-R-A-Z-E-W-S-K-A i gdy po trzech pomyłkach babka w końcu wklepie je poprawnie komputer to okazuje się, że takiego nazwiska tam nie ma. Ekhmm, to niech no pani sprawdzi pod Kash LaHue 😉

    Także #storyofmylife.

    • #storyofmylife też …. chociaż w Korei lepiej funkcjonuje mi się na nazwisku męża.

    • U Ciebie jeszcze dochodzi obcy język, a Ty akurat masz nazwisko panieńskie, które pewnie wpędza w popłoch Amerykanów 😉 Ciekawe, czy w końcu się przyzwyczaimy i podanie nazwiska nie będzie podstępną pułapką!

  • ostatnio zamawiałam kilka kosmetyków przez Internet i z przyzwyczajenia podałam panieńskie nazwisko, ale przy odbiorze paczki uparcie powtarzałam nowe, po mężu 😛 oj, pani na poczcie nie była zadowolona, że szukała paczki na nazwisko K, która była jednak zaadresowana do pani Ś 😛

    • Standard! Panie na poczcie patrzą się na mnie z politowaniem 😀

  • Ja sama nie wiem czy podjełam dobrą decyzje biorąc nazwisko męża. obecnie mieszkamy w Korei, gdzie moje nazwisko Yun (czytaj Jun) jest koreańskie więc dobrze mi się na nim prosperuje. W Polsce natomiast jest mała maniana bo rzadko ktoś wie jak je przeczytać, co mnie dziwi bo przecież wg zasady Y czytamy jak J… Nie raz byłam też JUN zamiast YUN. Dlaczego mimo, że na wszystkich oficjalnych papierach mam nazwisko po mężu, czasem używam panieńskiego.

    • Akurat nie dziwię się, że ludzie nie wiedzą w Polsce, jak przeczytać, bo tak jak w przypadku angielskiego większość wymowy wydaje się jasna, tak języki azjatyckie są dla mnie czarną magią i nawet przy najprostszych wyrazach zastanowiłabym, jak to powinno być wymawiane 🙂

      • Ale mnie dziwi dlaczego ludzie nie zapytają jak się wymiana zanim zaczną przekręcać 😀

  • Na szczęście od początku przerzuciłam się na „nowe” nazwisko i z czasem przyzwyczaiłam się do niego 😉
    Nie zapomnę jak kiedyś zapomniałam ściągnąć pierścionek zaręczynowy przed zagniataniem ciasta – czyszczenie nie było przyjemne 😀

    • Taak, też zdarzyło mi się takie czyszczeni pierścionka 😉

  • chyba najgorzej jest jak jedno z przyszłym małżonków myśli, że po ślubie ta druga połowa się zmieni …

    • Nie wiem, wymaganie od drugiej osoby zmian po zmianie stanu cywilnego, jest dla mnie kategorią dość abstrakcyjną 😉

  • Dosłownie dzisiaj opowiadałam nowej koleżance z pracy jak to było na początku z moim nowym nazwiskiem. Jednym klientom przedstawiałam się panieńskim, innym – nowym, maila podpisywałam raz tym, raz tym, a czasami jedno lądowało w nawiasie. Istny szał 😉 Teraz, po prawie 0,5 roku nowe nazwisko już do mnie przylgnęło i posługuję się na co dzień, choć bywają sytuacje, że czuję się jakbym mówiła o kimś innym, a nie o sobie 😉
    PS. Ciasto tylko raz zagniotłam w obrączce – nigdy więcej!

    • O, mail! W stopce mam nazwisko po mężu, ale w polu od kogo wciąż wyświetla się panieńskie, muszę to zmienić 😀

  • Uśmiałam się, bo u mnie właśnie też mija pół roku od ślubu i podobne rozterki:D Miałam zostać przy panieńskim nazwisku, ale pan w urzędzie postraszył i teraz mam dwa (niewymawialne w UK, gdzie mieszkam), ale wciąż używam tylko tego pierwszego. Obrączki nie noszę, bo niewygodnie (czasem założę zaręczynowy, bo akurat go lubię). No i tak śmiesznie zamieniać w opowieściach, po tylu latach, chłopaka na męża 🙂

    • Moje pierwsze pytanie po ślubie brzmiało: Czy mogę nadal nazywać Cię moim chłopakiem? 😉

  • Ja mam 26 lat, jestem po ślubie już 3 lata. A przed ślubem byliśmy też 3 lata ze sobą I od razu bez problemu przyzwyczaiłam się do nazwiska męża.

  • Mam 31 latek i jestem po ślubie 5,5 lat a łącznie jesteśmy razem już ponad 10 lat!!! Na początku trudno było mi się przyzwyczaić do nowego nazwiska ale jakoś szybko je przyswoiłam! A w dodatku ma ono tylko 3 litery, więc podpisy sa o duzo krótsze 🙂 Obrączkę noszę zawsze ( ściągam tylko na chwilę przy gnieceniu ciasta) i niby nie ma wielkiej różnicy po ślubie ale w głębi serca jest 🙂 Pozdrawiam cieplutko

  • Qursantka

    Kucyk Pony XD – jak patrzę na siebie te 12 lat temu to faktycznie, tez byłam takim kucykiem pony 😉 Pozdrawiam – świeżo po „jedwabnych godach” 😉

  • Rok tak miałam z nazwiskiem – raz jedno, raz drugie. Już prawie, prawie przyzwyczaiłam się do nowego, to co zrobiłam? Wróciłam do panieńskiego 🙂

  • Pingback: Zafascynowane linki #17 - Zafascynowana życiem()

  • Na dzieci mam wyuczoną już jedną odpowiedź „Ludzie nie mają dzieci z dwóch powodów: nie chca lub nie mogą. Ale to już nie cioci zmartwienie do której grupy my należymy”. Polecam:)