Obserwuj na:
Babskie sprawy, Codzienność

O przyjaźni i swędzących dłoniach

Był taki czas, kiedy z trudem radziłam sobie z kończącymi się znajomościami. Pamiętam do dziś, jaki był szloch na koniec liceum. A jak to będzie, jak już nie będziemy się tak często widywać, czy należy już ogłosić koniec świata? Może nie jedźmy na studia? Minął miesiąc, drugi, trzeci i okazało się, że nie jest tak najgorzej, są nowe osoby w naszym życiu. I przyszło mi zmierzyć się ze świadomością, że niektóre znajomości i przyjaźnie umierają.

Kiedyś przyjacielem nazywałam co drugą napotkaną w życiu osobę. Łatwo przywiązywałam się do ludzi. Płakałam po powrocie z dwutygodniowych wakacji, bo co teraz będzie i jak ja przeżyję bez nowych przyjaciół. Przeżywałam nieudane przyjaźnie jak złamane serce (a to drugie zawsze było burzliwe, bo zakochiwałam się często i mocno, nic to, że obiekt westchnień nie miał o tym pojęcia).

Teraz łatwiej (choć nie całkowicie) jest mi pogodzić się z myślą, że nie każdy musi być moim przyjacielem, a niektóre znajomości mają swoją datę ważności. Nie mam już takich wymagań jak kiedyś? Nie chcę przyjaźni na całe życie? Bullshit. Oczywiście, że chcę. Tylko tak banalnie wiem już, że w przyjaźni nie liczy się ilość. A jakość. Mam więc kogoś, do kogo mogłabym zadzwonić o 3 w nocy, żeby wyciągnął mnie z aresztu. Nie wiem, czy wspólne zakopywanie zwłok nie nadwyrężyłoby tych przyjaźni, ale hej! To nie jest taka aktywność, którą mam w planach realizować w najbliższym czasie. Jednak, tak jak w miłości, daję nam więcej punktów za przetrwanie kryzysów niż za czułe słówka i deklaracje związku po kres życia. I udało nam się to wypracować, choć słowo daję, czasem trwanie w związku wydaje się być mniej skomplikowane niż to w przyjaźni.

 

Nie walczę już o przyjaźń z każdym. Nie walczę o każdą możliwą znajomość. Nie nazwę przyjacielem kogoś, z kim chodzę okazjonalnie na piwo i możemy pośmiać się z kilku anegdot. Jednak to nie umniejsza wartości takich znajomości. W angielskim jest łatwiej, tam wszyscy są friends, nie wartościują, nie oddzielają, od którego miejsca zaczyna się przyjaźń. A przede wszystkim, kiedy się kończy.

Z zanikającymi znajomościami i przyjaźniami problem jest taki, że często ciężko jest wyznaczyć punkt końca. Kiedy przestaliśmy się starać, czyja to wina (jeśli to rzeczywiście czyjaś wina), czy możemy zawrócić? Ale czasem wchodzi ono. Całe na biało. Sprytne zdanie na odpędzenie wyrzutów sumienia. Bardziej przemielone niż hit tegorocznego lata, nie ma w nim żadnego znaczenia, żadnych chęci, puste słowa. Musimy się spotkać. Doskonała wymówka zawieszona w powietrzu, kiedy wpadniecie na siebie przypadkiem podczas zakupów w supermarkecie. Zdzwonimy się. Nieodłączna przyjaciółka tych, którzy już w momencie wypowiadania tej frazy wiedzą, że telefon nigdy nie będzie miał miejsca.

Mogę więc zastanawiać się, co poszło nie tak z przyjaźniami, które kończyły się stopniowo, powoli. Ale doskonale wiem, w którym miejscu skończyły się niektóre z nich. Po tych zdaniach będziemy wymieniać już tylko sztuczne uprzejmości, od których dostaję wysypki i swędzą mnie dłonie. A wiadomo, że ze swędzącymi dłońmi ciężej ukrywać te hipotetyczne zwłoki, więc po co nam taka przyjaźń…

Share on
Previous Post Next Post

Masz ochotę przeczytać więcej?

  • Ja się zastanawiam, czy o przyjaźń trzeba walczyć i czy, jeżeli się zakończyła, to rzeczywiście była przyjaźnią? Zdarzało mi się być w kilku relacjach bardzo intensywnych, bliskich, takich „mówimy sobie wszystko”, które jednak szybko się kończyły. A z drugiej strony z osobami, które uważam za swoich przyjaciół, mieliśmy okresy nierozmawiania ze sobą. Tak sobie myślę, że przyjaźń musi chyba przejść test czasu.
    Przypomniała mi się pewna historia sprzed kilku tygodni, gdy zobaczyłam na fb, że koleżanka z liceum, którą wtedy uważalam za przyjaciółkę (nocowałyśmy u siebie, rozmawiałyśmy o wszystkim, znałyśmy swoje rodziny), wyszła za mąż za naszego kolegę z liceum. Ogromnie się ucieszyłam, bo zawsze im dobrze życzyłam, i w przypływie dobrych uczuć postanowiłam, że napiszę jej kilka miłych zdań. Po kilku godzinach odpisała chłodnym „Dziękuję”. Poczułam się, jakby zamknęła mi drzwi przed nosem 🙂 Ale z drugiej strony może to lepsze niż obłudne „Co słychać? Musimy się kiedyś spotkać”, jeżeli w ogóle nie interesuje jej, co u mnie 😉
    Ach, rozpisałam się 🙂 Świetny tekst! 🙂

  • Zgadzam się ze wszystkimi Twoimi przemyśleniami, choć ja akurat zawsze trzymałam się na dystans i nigdy nie lubiłam deklaracji o dozgonnej przyjaźni. I faktycznie, zdanie „musimy się spotkać” najczęściej wysyła zupełnie odwrotny sygnał, niż ten, który widać na pierwszy rzut oka. Na szczęście, to działa też w drugą stronę – ja właśnie zaczęłam odnawiać moje znajomości i z radością widzę, że jeśli tylko obie strony wykażą trochę dobrej woli i inicjatywy, nie jest tak trudno wrócić do stanu sprzed paru lat 🙂

  • Ja przez całe swoje życie tylko jedną osobę nazywałam moją przyjaciółką. Przyjaźnimy się od przedszkola do dziś i mimo wielu różnych chwil, jak to w okresie buntu bywa jest moją wymarzoną siostrą, której nigdy nie miałam. Mimo dużej liczby znajomych, nigdy nie nazywałam innych słowem „przyjaciel”, mimo że wiele osób tak mnie postrzegało, ja nie chciałam nadwyrężać tego słowa. Dzisiaj oprócz tej przyjaciółki mam jeszcze dwie bardzo bliskie koleżanki, które myślę, że zasłużyły na miano „przyjaciela”, ale i tak ciężko mi się wypowiada te słowa. 🙂

    • tak jest właśnie, tak powinno być 🙂

  • Przyjaźń to bardzo szeroko pojęta nazwa. Ludzie często ją mylą, z dobrą znajomością. Ja jednak uważam, że bez względu na to jaki jest poziom życia obu osób, jak żyją i funkcjonują, jeśli znają się na tyle by wiedzieć kiedy się wesprzeć a kiedy dać kopniaka to wiadome jest, że to właśnie jest ta wartość która potrzebna jest w przyjaźni. Osobiście mam kogoś takiego, i chociaż wiele razy mnie wkurza, irytuje i zastanawia to choćby „skały sr*ły” 🙂 to na zawsze będzie koło mnie, na prawdę, wie o mnie wystarczająco dużo, by nie zastąpić tego innym słowem, jakim jest przyjaźń!

  • Mnie bardzo denerwują ludzie, którzy mówią że wszyscy znajomi na FB to ich przyjaciele. Dla mnie przyjaciel to osoba bardzo wyjątkowa. Raczej taka, która jest gdzieś blisko mnie, więc naturalnie wie o mnie dużo i ja o niej 🙂 A takich osób jest bardzo niewiele.
    U mnie też znajomości bywają „czasowe”, data ważności bardzo mi się spodobała 🙂

  • Miałam kilka przyjaciółek, ale zmiana miejsca zamieszkania i inne problemy natury czysto kobiecej jak zazdrość, zawiść zniszczyły naszą przyjaźń, a przy tym napsuły mi nerwów jak mało co. Teraz mam przyjaciół, których można wymienić na palcach jednej dłoni i nie ważne ile się ze sobą nie widzimy, wiem że zawsze możemy na sobie polegać w każdej sytuacji.